Wernisaż wystawy „Powrót na makową łąkę” Magdaleny Myszkowskiej – Miss Floris w Galerii Jasielskiego Domu Kultury (7.05.2026) stał się wyjątkowym spotkaniem ze sztuką pełną kobiecości, koloru i osobistych wspomnień. Prezentowany zbiór 35 obrazów inspirowanych naturą oraz dziecięcą wrażliwością, stworzył barwną opowieść o powrotach do tego, co najbliższe sercu.
Zachęcamy do przeczytania krótkiej rozmowy z autorką wystawy, która pozwala bliżej poznać świat jej malarstwa.
Milena Rzońca: Twoja wystawa opowiada o powrocie do dzieciństwa i wrażliwości – czy to spontaniczny „powrót”, czy raczej świadomie wypracowany proces?
Magdalena Myszkowska: Myślę, że trudno to określić. Uważam, że moje obrazy malują się same – ja wylewam farbę i coś się samoistnie zaczyna tworzyć. To, że zawsze widzę w przypadkowych plamach kwiaty wychodzi zapewne z podświadomości, z tego co zapisane we mnie, z potrzeby powrotu do prostego piękna. Wychowywałam się na wsi, niedaleko Jasła. Wiosnę i lato pamiętam najintensywniej, bo całe dnie spędzałam z siostrą, biegając po polach i łąkach, zbierając rozmaite kwiaty na bukiety, wianki, wiązanki. Myśląc o dzieciństwie widzę iście sielankowy obrazek słonecznego letniego dnia na łące, wśród kwiatków, motyli i nuconej ulubionej melodii… żadnych zmartwień i trosk, tylko radość i zachwyt. Chciałabym chociaż na chwilę przenieść się znów do takiego raju. Dziś jego namiastkę mogę poczuć jedynie zamykając się w pracowni i malując makowe łąki. Zanurzona w procesie malarskim zapominam o swoich ciężarach – jak dziecko mogę być tu i teraz. Czuję, że malarstwo jest mi potrzebne, a maluję to, co sprawia mi przyjemność.
mrz: W tym, co mówisz o powrocie do „raju” i o zanurzaniu się w malowaniu, pojawia się bardzo osobisty, wewnętrzny świat. Makowa łąka jest w nim symbolem – nie konkretnym miejscem. Skąd pomysł, by wspomnienia znalazły dla siebie taką, a nie inną formę?
Magdalena Myszkowska: Makowa łąka jest symbolem radości, wolności, beztroski i piękna. To miejsce, gdzie nie ma czasu, gdzie można w pełni czuć i chłonąć to, co dobre i piękne. Chyba każdy człowiek najlepiej czuje się na łonie natury, w kontakcie z nią. Ja z pewnością. Biorąc głęboki wdech gdzieś w lesie czy w górach od razu czujemy się szczęśliwsi. Jesteśmy integralną częścią natury, a w dzisiejszym świecie niestety coraz mocniej od niej się separujemy. Żyjemy w miastach, w autach, w biurach… To sprawia, że czujemy się źle, chorujemy. Malując kwiaty, łąki, maki mam wrażenie, że jestem bliżej dobrej, życiodajnej energii. Proces powstawania obrazu to dla mnie czas wyciszenia i kontaktu z samą sobą. Maluję bez projektu czy planu. Wszystko jakby samo przychodzi. Dla kogoś moje obrazy mogą być po prostu ładne, kolorowe i zawsze o kwiatach, ale ja widzę w nich coś więcej, bo to wspomnienia magicznego czasu i miejsca – Łask mojego dzieciństwa.
mrz: Słysząc, jak mocno łączysz malarstwo z powrotem do natury, do wspomnień i do wewnętrznego wyciszenia, trudno nie odnieść wrażenia, że Twoja twórczość stała się czymś głębiej zakorzenionym niż tylko powrotem do dawnej pasji. Po kilkuletniej przerwie wróciłaś do malarstwa. Co zmieniło się w Twoim sposobie patrzenia na sztukę w tym czasie?
Magdalena Myszkowska: Wróciłam do malowania po wielu latach przekonania, że wszystko inne jest ważniejsze i ma większy sens. Zrozumiałam w końcu, że moja pasja jest równie ważna jak praca, związek i macierzyństwo. Bez niej nie czuję się kompletna i szczęśliwa. Uczę się, że warto i trzeba robić to, co się kocha, co sprawia nam przyjemność, daje poczucie spełnienia bez względu na to, co ktoś o tym myśli. Przestałam się porównywać. Skupiam się na sobie i nie tworzę samej sobie presji, że coś powinnam lub nie. Maluję i czerpię z tego radość. Jednym się to bardzo podoba innym wcale, ale to już nie ma dla mnie takiego znaczenia. Uważam, że sztuka zawsze znajdzie swojego odbiorcę, ale ważna jest autentyczność artysty. W moim sposobie postrzegania sztuki zmieniło się to, że nie traktuje jej już tak poważnie, a paradoksalnie stała mi się ona bliższa i ważniejsza niż kiedykolwiek wcześniej. Teraz jest w pełni świadomym wyborem.
mrz: Czy Twoje obrazy mają być zatem bardziej osobistą opowieścią, czy zaproszeniem dla widza do odnalezienia własnych wspomnień i emocji?
Magdalena Myszkowska: Nie zastanawiam się zupełnie, czym mają być moje obrazy. Po prostu maluje to, co do mnie przychodzi. Zatracam się w tym procesie i to stanowi dla mnie sens. W efekcie powstaje obraz, wywołujący u mnie różnego rodzaju skojarzenia, wspomnienia i emocje. W ostatnim cyklu głębszego znaczenia nadają obrazom tytuły, które też przyszły do mnie niewymuszone, a są związane ze stratą taty. Kilka ostatnich prac rzeczywiście można traktować jak moją osobistą opowieść. Dla mnie zawsze będą sentymentalnym zapisem emocji. Natomiast odbiorca nie odczyta tego z obrazu, zwłaszcza jeśli nie pozna tytułu. Myślę, że moje obrazy są „neutralne” – proste w odbiorze. Nie trzeba się znać na sztuce, nie trzeba niczego rozumieć, można się po prostu nimi zachwycić.
Obrazy malarki można oglądać do 3 czerwca br. w Galerii Jasielskiego Domu Kultury.
mrz
fot. Milena Rzońca






















