Bywają spotkania ze sztuką, które zaczynają się jeszcze zanim padnie pierwsze słowo. Zanim ktoś zapyta „o czym to jest”, zanim pojawi się interpretacja – pojawia się kolor. I to on prowadzi widza najpierw przez emocje, a dopiero potem przez symbolikę. Wernisaż wystawy „Wiosna jest we mnie”, który miał miejsce 9 kwietnia 2026 r. w Jasielskim Domu Kultury (JDK) był właśnie takim doświadczeniem – opowieścią, którą najpierw się czuje, bo – jak podkreśla sama artystka – w centrum jej twórczości zawsze pozostaje kolor, emocje, energia i światło.
Twórczość Zofii Żmudy-Hendriks wywodzi się z osobistego momentu przełomu – decyzji, by pozwolić sobie na twórczy rozkwit, nawet jeśli przychodzi on później, niż zwykliśmy się tego spodziewać. W tej rozmowie wracamy do atmosfery wernisażu. „Wiosna jest we mnie” to nie tylko tytuł wystawy – to osobisty manifest artystki. Przesłanie o tym, że moment twórczego odrodzenia nie zna wieku. I że sztuka potrafi pojawić się dokładnie wtedy, kiedy jesteśmy gotowi ją przyjąć.
mrz: Niektórzy twierdzą, że przełomowe doświadczenia i lata przeżyć najpełniej kształtują artystyczną wrażliwość. Jak zmieniło się Pani spojrzenie na sztukę wraz z życiowym doświadczeniem? Czy dojrzałość zmienia sposób widzenia piękna?
Zofia Żmuda-Hendriks: Moje spojrzenie na sztukę zmieniało się razem ze mną. Z czasem przestałam szukać w niej doskonałości, a zaczęłam szukać prawdy. Dojrzałość nauczyła mnie widzieć piękno w prostych rzeczach – w kolorze, w świetle, w chwili. Dziś sztuka jest dla mnie bardziej odczuwaniem niż oceną.
mrz: Pani historia pokazuje, że twórczość może rozkwitnąć w każdym momencie życia, często wbrew utartym schematom. Czy ten „późny rozkwit” daje Pani większą wolność twórczą niż wcześniej?
Zofia Żmuda-Hendriks: Myślę, że ten „późny rozkwit” dał mi ogromną wolność. Nie muszę już niczego udowadniać. Maluję z potrzeby serca, a nie z oczekiwań. Ta wolność jest spokojna, ale bardzo silna – pozwala mi być naprawdę sobą.
mrz: To poczucie silnej wolności, o którym Pani mówi, brzmi jak istotne źródło twórczej energii – czy w takim razie Pani inspiracje przychodzą spontanicznie, czy raczej są efektem dłuższej obserwacji i refleksji?
Zofia Żmuda-Hendriks: Inspiracje przychodzą do mnie cicho. Czasem są nagłe, jak błysk koloru, ale często rodzą się z długiego patrzenia, z uważności. To, co widzę i czuję na co dzień, zostaje we mnie i potem naturalnie pojawia się na płótnie.
mrz: Sztuka bywa postrzegana nie tylko jako forma ekspresji i chęć nawiązania relacji z odbiorcami – to także przestrzeń intymna, wewnętrzny dialog artysty z własnymi przeżyciami. Czy zatem sztuka może być formą wolności? Jeśli tak – od czego sztuka uwalnia Panią?
Zofia Żmuda-Hendriks: Sztuka jest dla mnie rozmową – czasem z innymi, ale przede wszystkim z samą sobą. Jest przestrzenią wolności, w której mogę być prawdziwa. Uwalnia mnie od pośpiechu, od lęku, od tego, co zewnętrzne. Pozwala wrócić do tego, co wewnętrzne i ciche.
mrz: To piękne, że sztuka nie tylko nas rozwija, ale też koi. Wielu ludzi nosi w sobie twórcze marzenia, które odkłada na „lepszy moment”, który nie zawsze nadchodzi. Co powiedziałaby Pani osobom, które odkładają swoje pasje „na później”?
Zofia Żmuda-Hendriks: Powiedziałabym, żeby nie czekali na idealny moment. On rzadko przychodzi. Czas na pasję jest wtedy, kiedy ją czujemy. Nawet mały krok ma znaczenie. Nigdy nie jest za późno, żeby zacząć.
Wystawę malarki oglądać można w Galerii JDK do 30 kwietnia br.
mrz



















