W mroźne, późne sobotnie popołudnie (31 stycznia br.), grupa 46. miłośników zimowego szaleństwa wyprawiła się na śnieżną eskapadę w Bieszczady, zorganizowaną przez PTTK w Jaśle oraz Klub Kulturalno-Turystyczny JDK. Celem wyprawy była urokliwa bieszczadzka Dolina Rabego Potoku w miejscowości Bystre.
Radosnych turystów przywitał magiczny leśny zakątek spowity ciszą i zapadającym zmrokiem. W tej tajemniczej przestrzeni wyróżniały się przydrożne jodły, świerki otulone śniegiem. W pewnym momencie w oddali rozległy się dźwięki zbliżających się zaprzęgów konnych. Równocześnie w blasku pochodni wywiązała się zbójnicka wrzawa z odgłosami strzelających pukawek. Pod presją rubasznych rozbójników turyści szybko ulokowali się na wozach, które pomknęły w przeszło czterokilometrową drogę do miejscowości Rabe.
Na każdym z wozów beskidzkie oprychy opowiadały o przemierzanej trasie i jej walorach przyrodniczych, wprowadzając elementy krajoznawcze i historyczne. Ze swadą snuli opowieści o tradycjach regionu i dawnych rabusiach, parających się zbójowaniem na przełomie 17. i 18. wieku, strzelając przy tym z pukawek i rzucając często rubasznym żartem.
Wozy wypełnione uczestnikami kuligu mknęły po leśnej przestrzeni doliny bieszczadzkiego potoku. Rozświetlające drogę pochodnie z trzaskającym ogniem dodawały trzymającym je podróżnikom animuszu, a w ciemnej, leśnej głuszy rozchodził się śmiech i śpiew radosnych uczestników.
Po pewnym czasie dały się zauważyć ustawione na leśnej polanie płonące pochodnie, a nieopodal rozżarzone ognisko. A był to czas biesiady. W tej niepowtarzalnej, mroźnej aurze turyści piekli kiełbaski, rozgrzewając się przy tym przeróżnymi napitkami: grzańcem galicyjskim i miodowym, herbatą z imbirem, okowitą tudzież innymi regionalnymi smakołykami, którymi raczyć się można było do woli.
Zbójnicy nie odstępowali swoich gości na krok, opowiadając nieprzerwanie o napadach nawiązujących do tradycji siedemnastowiecznej szlachty, parającej się rozbojem. Rozbawiali także kuligowe towarzystwo ciekawymi konkursami, wystrzeliwując raz po raz z pukawki oraz wymachując drewnianymi laskami zwanymi kełefami.
Zabawie nie było końca, a nawet dotkliwe zimno nie doskwierało jej uczestnikom. W końcu przyszedł jednak czas powrotu i wozy z konnym zaprzęgiem ruszyły w drogę do Bystrego. Zadowoleni turyści wracali z kuligu pod wrażeniem zbójnickich opiekunów (przewodników). Było to pierwsze wyjątkowe w swoim rodzaju, integracyjne wydarzenie wypełnione prawdziwą zimową, bieszczadzką przygodą.
Więcej zdjęć na naszym facebooku.
er








